Dlaczego poddać się operacji w asyście robota da Vinci?

Badania naukowe oparte na doświadczeniach setek lekarzy i dziesiątek tysięcy pacjentów, twarde dane opublikowane w najlepszych journalach medycznych (tzw. Evidence based medicine) jasno pokazują, że skalpel, operacja otwarta i laparoskopia należą do przeszłości medycyny. Nowoczesny i dokładny robot w rękach bardzo doświadczonego i zdolnego chirurga jest kluczem do pełnej kontynencji, sprawności seksualnej i kontroli onkologicznej. W polskich mediach ukuto mit jakoby główną zaletą robota da Vinci było jego nie męczenie się podczas operacji. Natomiast faktem jest, że wbrew swojej nazwie robot da Vinci nie wykonuje żadnej czynności samodzielnie. Ruchy robota dokładnie odwzorowują ruch ręki operatora. Jest to wspaniałe narzędzie, które dzięki genialnym

rozwiązaniom technicznym (doskonała trójwymiarowa, wysokorozdzielcza, 10x powiększająca optyka, intuicyjne sterowanie, pełna swoboda poruszania narzędziami chirurgicznymi, jednoczesna kontrola nad czterema (!) ramionami robota) pozwala wprawnemu chirurgowi na osiąganie doskonałych efektów. Kluczem pozostaje człowiek, gdyż tak jak Excel jest doskonalszym narzędziem niż liczydło, to decydujące znaczenie ma fakt używania go, przez wykwalifikowanego księgowego. Excel tak jak i robot się nie meczy, ale jego ograniczeniem jest użytkownik.

 

Jaka jest recepta na stworzenie urologicznego center of excellence na przykładzie Kliniki w Gronau i skąd biorą się trudności w przeniesienia tej technologii do Polski?

dr Paweł SalwaOdpowiedź jest bardzo prosta: światowej klasy klinika urologiczna to ogromny projekt na który składają się 4 główne aspekty: 1. najlepsza technologia, 2. Zespół (drobiazgowe wyszkolenie, ogromne doświadczenie ,  ustawicznie uaktualniany know-how), 3. stworzenie struktur organizacyjnych, których jedynym zadaniem jest opieka nad pacjentem, który to stoi w centrum zainteresowania i jest podmiotem tych działań i 4. w przypadku pacjenta z zagranicy, np. z Polski zaoferowanie tego wszystkiego na najwyższym poziomie w serdecznej atmosferze i po Polsku. Taki projekt nie może się udać, jeśli poprzestaje się na punkcie pierwszym tj. zakupie technologii a cała reszta nie istnieje lub funkcjonuje „po staremu”.

Przewaga techniczna robota nad skalpelem czy prostym narzędziem laparoskopowym wydaje się oczywista, jak również, że dużo precyzyjniejsza metoda pozwala lepiej usunąć nowotwór zachowując normalną funkcję dróg moczowych i sprawność seksualną, ale czy operator i cały zespól terapeutyczny ma naprawdę aż tak wielkie znaczenie?

Absolutnie decydujące. Żyjemy w okresie bardzo dynamicznych zmian, na porządku dziennym słyszy się o tzw. Paradigm Shift w coraz to nowych dziedzinach, tj. o sytuacji w której coś co wczoraj wydawało się niewzruszalną prawdą absolutną dziś staje się nieaktualne. Proszę spojrzeć choćby na komunikację elektroniczną czy transport (Uber, wynajmowanie samochodów aplikacją w telefonie, komercyjne podróże kosmiczne). Taka sama sytuacja wydarzyła się w medycynie, tylko niektórzy jeszcze tego nie zauważyli. Dawniej wystarczyło skończyć medycynę i w oparciu o tą wiedzę, lekko uaktualnianą, praktykować przez dziesięciolecia. W chirurgii zaś panował dogmat szkolenia w myśl zasady see one, do one, teach one (zobacz raz daną operację, następnie ją raz wykonaj i możesz uczyć innych). Tej idei, doskonale sprawdzającej się w sytuacji pola walki nie powstydziłby się Sun Tzu autor „Sztuki Wojny”, jednak nie może być ona dalej praktykowana w cywilizowanym świecie w czasach pokoju.

W USA już w 2012 roku 74 % operacji wykonanych zostało za pomocą nowoczesnych robotów.

Jak w takim razie powinno wyglądać szkolenie operatora da Vinci i jak było to w Pana przypadku?

Jeśli stawiamy jakość i dobro pacjenta na pierwszym miejscu, to jasnym staje się, że procesu szkolenia nie można zaczynać od prób i błędów na żywym ludzkim organizmie. Moje szkolenie z zakresu chirurgii da Vinci zajęło mi 3 intensywne lata. Na początku obserwowałem i analizowałem niezliczone setki operacji wykonanych przez mojego Szefa, doktora Witt’a, jednego z najbardziej doświadczonych operatorów (ok. 3 tysiące operacji) da Vinci na świecie. Proszę sobie wyobrazić, że każda operacja w Gronau jest nagrywana w celu kontroli jakości i szkolenia właśnie. Po każdej przeprowadzonej przeze mnie operacji wracałem do komputera i analizowałem wideo pod kątem tego, co można było zrobić inaczej, lepiej. Ale zanim zacząłem operować kilka miesięcy spędziłem na trenowaniu umiejętności na symulatorze da Vinci. Sytuacja identyczna jak w przypadku pilotów myśliwców czy samolotów pasażerskich, jednak w przypadku lekarzy ciągle należąca do rzadkości. Taki symulator kosztuje ponad 1 mln PLN, ale wyniki na nim uzyskiwane pozwalają przewidzieć czy ktoś ma talent do tego rodzaju zabiegów. Taka informacja jest ważna, gdyż proces kształcenia w tej elitarnej metodzie jest długotrwały i bardzo kosztowny. W roku 2013, podczas europejskiego kongresu robotyki urologicznej (ERUS) w Sztokholmie poza przedstawieniem wyników badań naukowych, wygrałem międzynarodowy konkurs na symulatorze da Vinci. Aktywność naukowa i sprawne, wytrenowane ręce otworzyły mi drzwi do nauki i kariery robotowej w najlepszych centrach Europy. Na tym i innych europejskich kongresach urologii asystowanej robotem pozostawałem jedynym publikującym i przedstawiającym swoje wyniki Polakiem. Następnie odbyłem 6-cio miesięczny fellowship pod okiem prof. Mottrie z Aalst w Belgii, szefa Europejskiego Towarzystwa Urologii Robotowej, ojca urologii da Vinci w Europie. To w jego centrum szkoleniowym operowałem na modelach sztucznych, psach, świniach, a w Berlinie na zwłokach ludzkich. Po zdaniu kolejnych egzaminów zacząłem przeprowadzać operacje na prawdziwych pacjentach, najpierw małe kroki pod okiem mojego mentora doktora Witt’a a następnie samodzielnie.  Szkolenie zakończyło się ewaluacją, egzaminem polegającym na kilkustopniowej ocenie nagrań moich operacji przez międzynarodowych ekspertów pod kątem jakości i bezpieczeństwa przeprowadzonej procedury aby wreszcie na koniec uzyskać certyfikat operatora da Vinci.  Wiem, że gdybym sam miał poddać się operacji, gdzie stawką jest skuteczność onkologiczna ale również kontynencja i sprawność seksualna, chciałbym aby operujący mnie lekarz przeszedł taki właśnie trening, zakończony certyfikatem oraz miał duże doświadczenie, czyli wiele przeprowadzonych operacji.

Jak zdefiniować duże doświadczenie w chirurgii da Vinci?

Najbardziej doświadczeni operatorzy na świecie, mają na koncie ponad 500 operacji, gdy na początku 2016 awansowano mnie na stanowisko Oberarzt’a (odpowiednik ordynatora) miałem ich około 300, a w tej chwili jest to już ponad 800. Ośrodki w Polsce, którym pomagam uruchomić program robotyczny wykonały dotychczas kilka, kilkanaście zabiegów. Różnica w doświadczeniu jest ogromna a zatem i wyniki nie mogą być podobne. Co ważne, doświadczenie lekarzy w wykonywaniu zabiegów laparoskopowych absolutnie nie pomaga w dobrym przeprowadzeniu operacji robotem, przeciwnie, nawyki wyrobione z prostymi narzędziami laparoskopowymi przekładają się na taki sam sposób operowania robotem, co oznacza niewykorzystanie ułamka jego możliwości. W przypadku operacji prostaty gra toczy się o:

 

Każdy z tych aspektów jest bardzo ważny a doskonały rezultat końcowy zaczyna się od umiejętności operatora, jego zespołu i sprzętu, którym dysponuje ośrodek.

Share This

Pozostając na stronie, zgadzasz się na użycie plików cookies. Więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close